dobry klub, imprezy i koncerty | Szczecin | Poznań | Warszawa | Zielona Góra | Bilety na koncerty i aktualne wydarzenia.
Random header image... Refresh for more!
Polecamy koncerty: John Scofield The Roots Heineken Opener 2009 Jean Michel Jarre Feel I AM X Smooth Jazz Gala


INDEPENDENT DUB DAY 2009

Już 7 marca, będziemy świadkami niesamowitego muzycznego wydarzenia - festiwalu Independent Dub Day. Stolica Dolnego Śląska zadrży od potężnych basów. Popularność basowych brzmień szybko wzrasta i wyjście naprzeciw potrzebom fanów było dla organizatorów impulsem do stworzenia tej wyjątkowej imprezy. Tej nocy wrocławska Wytwórnia Filmów Fabularnych objawi się jako prawdziwe dubowe sanktuarium, jakiego w Polsce jeszcze nie było. Gośćmi festiwalu będą wybitni artyści zza granicy i Polski, prezentujący różne odmiany tego gatunku. Z pewnością mocno słyszalne będą dźwięki klasyków dubu z UK, lecz nie zabraknie też miejsca dla składów prezentujących bardziej psychodeliczne i nowoczesne aspekty tej muzyki.

Po raz pierwszy w Polsce zwolennicy niskich częstotliwości znajdą miejsce, w którym będą mogli przez całą noc bawić się przy dźwiękach dubowych koncertów. To jedyne takie wydarzenie w Polsce, więc nie wolno go przegapić.

Wystąpią:

ABA SHANTI - I

ADRIAN SHERWOOD & LITTLE ROY

DUBBLESTANDART

BRAIN DAMAGE

WSZYSTKIE WSCHODY SŁOŃCA

SKALPEL IN DUB

December 10, 2008   No Comments

KABARET POD WYRWIGROSZEM

Być może, ktoś z Państwa zapytał kiedyś przytomnie: „Dlaczego ten kabaret, do jasnej cholery, jest POD WYRWIGROSZEM?!” Kto to jest WYRWIGROSZ?! I dlaczego właśnie pod nim jest mój ulubiony kabaret??? Ażeby zaspokoić ciekawość, winni Państwo zapoznać się z kilkoma faktami, znanymi dopotąd tylko nam i kilkorgu takich, co jeszcze żyją i pamiętają. Sięgnijmy, zatem do prehistorii. Otóż w 1987 roku, PWST w Krakowie rzuciła na rynek (krakowski z resztą) kolejną partię aktorów dramatycznych. Pośród nich znaleźli się także Maurycy Polaski i Łukasz Rybarski. Żyli sobie i pracowali przez jakiś czas na własną rękę, próbując odnaleźć swoje miejsce w okrutnym świecie show bussinesu. W końcu jednak zaczęli romansować artystycznie i w efekcie, w październiku 1990 roku założyli podstawową komórkę rozrywkową, czyli kabaret. Natychmiast zaprosili do współpracy kilkoro przyjaciół, którzy zapragnęli poświęcić się sztuce równie wielkiej, co niedochodowej. Nie dziwota, że udało się skusić młodych i nastawionych równie altruistycznie kolegów: Beatę Rakowską, która za chwilę zmieniła się w Rybarską (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa!), Basię Krasińską i Krzysia Stawowego. Wszyscy jednakowo spragnieni sceny, żądni widza i oklasków. Ale już nawiązanie porozumienia, na podobnie społecznej zasadzie, z najlepszymi krakowskimi akompaniatorami - Jerzym Kluzowiczem i Pawłem Bieńkowskim – to było mistrzostwo dyplomacji! „Myk” polegał na tym, że obaj Panowie mieli zasiadać przy jednym pianinie i grać na cztery ręce. Zagrali. I to jak! Ale zanim do tego doszło, koledzy aktorzy pojawili się na pierwszej próbie. Repertuarowym pewnikiem okazały się tylko piosenki, które do wierszy Gałczyńskiego ułożył kolega Polaski. Ze skeczami było już znacznie gorzej. Każdy z wykonawców przyniósł pierwszy lepszy tekst. Okazało się, że bardziej pierwszy, niż lepszy. Wszyscy mieli dotąd jakieś swoje wcześniejsze doświadczenia kabaretowe. Jednak, jak się okazało, poruszaliśmy się po zupełnie różnych zaułkach tego jakże pojemnego gatunku. Poproszony o radę Jerzy Fedorowicz spytał, czy koniecznie musimy się posługiwać wyświechtanymi ramotami? Czy nie stać nas na własne spojrzenie na to, co się dookoła dzieje? Okazało się, że nas stać. Polityczna odwilż uaktywniła naszą zdolność wypowiedzi estradowej. Kabaret SOMGORSI, bo tak nazwaliśmy swoje dziecię, mieścił się w przytulnych pomieszczeniach Teatru Sytuacji (dawniej Teatr 38). Każdej soboty, ku uciesze nielicznie zgromadzonej widowni, wystawialiśmy autorski program, pod tytułem "Szarlatanów nikt nie kocha". Spektakl nie zawiódł oczekiwań. Było dużo dobrych piosenek, popisy aktorskie, a co najistotniejsze – poruszone zostały tematy, o których nikt inny wcześniej nie ośmielił się mówić! Na warsztat wzięte zostały sex-shopy, świeżutki wówczas Teleekspress, kandydat na prezydenta Stan Tymiński oraz nauki przedmałżeńskie. Nasze poświęcenie i zaangażowanie było tak wielkie, że państwo (prawie) Rybarscy powtórnie poszli na kurs przedmałżeński, żeby staranniej spisać wszelkie zasłyszane tam rewelacje! Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wysiłki zostały docenione. Program spodobał się do tego stopnia, że kabaretem zainteresował się sam Krzysztof Jasiński. Zaprosił SOMGORSÓW do Teatru STU. Tam zagraliśmy kilkanaście razy, z gościnnym udziałem Beaty Fudalej i basisty – Wiesława Murzańskiego. Seria udanych przedstawień zaowocowała programem dla TVP 2 "Kabaret SOMGORSI TV - Live". Jednak ze względów cenzuralnych, (mimo, że cenzury już nie było i podobno nie ma do dzisiaj!) telewizyjna emisja się nie odbyła. Na dodatek kabaret stracił dotychczasową siedzibę i zapał.

Artyści rozpierzchli się po różnych teatrach, okopali w garderobach i czekali na kolejną okazję do kabaretowego ataku. Sposobność pojawiła się w czerwcu 1994 roku. I tu prosimy o szczególną uwagę, albowiem zbliżamy się do odpowiedzi na pytanie kluczowe. Otóż dokładnie 1 czerwca 1994 r., kolega Polaski spotkał się przypadkiem, na terenie rozgłośni PR Kraków, z początkującym krakowskim restauratorem, niejakim Waldemarem Pelcem. Waldemar ów wyznał, że prowadzi restaurację przy ul. Św. Jana. Jesienią otwiera piwnice, w których rad by animować życie kulturalne Krakowa. I kabaret, w związku z tym, przydałby mu się bezwzględnie! Kolega Polaski, mając na względzie udany epizod sprzed trzech lat (oraz dobro własne), popędził do kolegi Rybarskiego z nowiną, że jest miejsce do stałego grania i dobre chęci ze strony Pelca Waldemara. Zachwycony perspektywą powołania do życia kolejnego kabaretu Łukaszek, z wrodzoną sobie energią natychmiast podjął wyzwanie. Działalność nowej placówki rozpoczęła się niekonwencjonalnie, bo od wymyślenia nazwy. I tu dochodzimy do jądra. Restauracja, którą reprezentował godnie Pelc Waldemar, nosiła nazwę „WYRWIGROSZ”. Taki WYDRWIGROSZ, tylko bez „d”. Ponieważ mieliśmy artystycznie zasiedlić piwnicę znajdującą się poniżej poziomu knajpy, doszliśmy do wniosku, że ku pożytkowi obydwu stron, należy nazwać przedsięwzięcie KABARET POD WYRWIGROSZEM. U góry WYRWIGROSZ, a pod spodem KABARET POD. I to jest wszystko, odnośnie historycznej prawdy o naszej nazwie, która pomimo różnych dziejowych zawirowań trwa do dzisiaj i wieczną pozostanie.

Po wynalezieniu nazwy, rozpoczęliśmy poszukiwanie partnerów. Padło na dwie nowe Panie – Aldonę Jankowską i Anetę Kosowską, na Krzysia Stawowego (drugie podejście) oraz zaciąg ze Spotkania z Balladą – Andrzeja Jurczyńskiego i Kajtka Wolniewicza. Beata Rybarska wspierała zespół duchowo i logistycznie, albowiem zajmowała się chwilowo ciążą i nie w głowie były jej sceniczne hopsasy. Przy pianinie zasiadł z wrodzonym sobie wdziękiem Paweł Bieńkowski. Program nosił tytuł „Wieczór I”. Czego tam nie było! Chyba tylko nadziei na rychłą kasę. Na tapetę wzięliśmy nowy wówczas na polskim rynku ‘Amway’, agencję towarzyską i medycynę ludową. Aktualności zawarliśmy w Polskiej Kronice Slajdowej, pioniersko stosując projekcję multimedialną. Teksty powstawały w rezultacie zespołowych przemyśleń. Poza tym, zaśpiewaliśmy kilka urokliwych piosenek. Z powodu posiadanego talentu, reżyserem został Rybarski. I tę funkcję, dzięki bogu i zdolnościom, piastuje do dzisiaj. Stroną muzyczną zajął się, tradycyjnie, Polaski. Ponieważ nic tak dobrze nie robi rozrywce jak skandal, jedną z piosenek wykonywała mała wtedy jeszcze, Ala Bachleda- Curuś. Skandal miał polegać na tym, że małoletnia panienka występuje w kabarecie granym o 22.15. Ale dziwnym trafem, jakoś nikt się nie oburzył… Cóż za tolerancyjne społeczeństwo! W dniach 8, 9, i 10 listopada 1994 r. daliśmy trzy premiery. I trzy bankiety. Gości było, co niemiara! Pobawili się, zjedli, wypili i poszli. A my zostaliśmy. Ze znakomitymi recenzjami, dobrym słowem i nadziejami na szybkie podbicie Krakowa. Graliśmy sobie co tydzień z powodzeniem ogromnym, choć bez kompletów na widowni.

W międzyczasie do zespołu dołączył młody, ale bardzo zdolny aktor - Wojtek Szawul. Początkowo dublował kolegę Stawowego, ale już od „Wieczoru II” (1996), wystarczyło miejsca dla obu panów równocześnie. Obok nich, w nowym programie udział brali założyciele – Rybarski i Polaski oraz Jankowska i powracająca po urlopie macierzyńskim Rybarska. Kabaret w swoim nowym programie postawił na parodie, które przez kolejne lata miały stać się jego wielką siłą. W nowym programie ośmieszyliśmy nowy typ Polaka – biznesmena z nieodłączną komórką, teleturnieje oraz Wojciecha Cejrowskiego. Piosenki udane. Całość zgrabna. Wychodząca z przedstawień publiczność uśmiechnięta i zadowolona. I coraz liczniejsza! O ile w tygodniu lokal świecił pustkami, o tyle w poniedziałki bar był wzięty. Dobra opinia o programie robiła swoje… Rok 1997, okazał się rokiem przełomowym. Udział w Benefisie Iwony Bielskiej (w Teatrze STU) i jego kilkukrotna emisja na antenie TVP 2 i TV Polonia sprawiły, że Kabaret pod Wyrwigroszem zaczęła rozpoznawać cała Polska. Mniej więcej wtedy też powstał legendarny już skecz, wspominany do dzisiaj przez szeroką widownię jako „ucho – UFO”, gdzie Rybarski stworzył postać sympatycznego, zagubionego Bronka spod Limanowej, a Szawul udanie sparodiował Mariusza Szczygła. Począwszy od początku 1998 roku, zaczęto zapraszać kabaret do udziału w coraz to nowych telewizyjnych programach rozrywkowych. Szczególnym zaufaniem obdarzyła „Wyrwigrosza” TVP2. Dwuczęściowy recital autorski, Benefisy w Teatrze STU, Turnieje Satyryków, Opolska Noc Kabaretowa, "Wszystko gra", PAKA, Vena’99, Mazurskie Biesiady Kabaretowe - to tylko część ówczesnego telewizyjnego dorobku kabaretu. Na estradzie – też działo się dobrze. Powstał "Wieczór III", którego premiera sprawiła, że niewielka piwnica przy ul. Św. Jana w poniedziałki zaczęła przeżywać oblężenie. Wprowadzona została telefoniczna rezerwacja biletów. Natomiast na scenie pojawił się kwintet muzyczny, odpowiedzialny za oprawę muzyczną: Jarosław Miszczyk – pianino, Krzysztof Filus – bas (obecnie lider „Kulturki”), Marek Krupa – saksofony, Ania Lenda – wiolonczela i Daniel Birczyński – perkusja. Zespół przyjął, nadaną „ad hoc” nazwę „Radosne Oszołomienie”. Przy szczelnie wypełnionej widowni, w każdy poniedziałek o 20.00, potwierdzaliśmy powszechną już opinię, że Kabaret pod Wyrwigroszem jest jednym z najlepszych w Polsce. Dowodziło tego również znakomite przyjęcie, jakim kabaret cieszył się występując gościnnie na terenie całego kraju.

W „Wieczorze III” żartowaliśmy z planowanej w Zakopanem olimpiadzie, sparodiowaliśmy kolegę Drozdę i jego program „Śmiechu warte”, był Bronek, był Ksiądz, był Pan Bajer… Wtedy też dowiedzieliśmy się o śmiertelnej chorobie Wojtka Szawula, z którą miał się zmagać przez kilka kolejnych lat. Niestety, jak się niebawem okazało - bezskutecznie.

Formuła kabaretu trwała. Był „Wieczór 3 i ½”, w którym do hitów z „Wieczoru III” dołożyliśmy świeżo napisane skecze. Na perkusji Birczyńskiego zastąpił Sławek Puka. Jednocześnie trwały twórcze poszukiwania. W związku z modą na sitcomy, z inicjatywy Rybarskiego, w 2000 roku powstał siedmioodcinkowy serial pt.: "Klinika pod Wyrwigroszem", który kilkukrotnie emitowała TVP2. Głównymi postaciami kliniki byli aktorzy kabaretu. Pojawiła się również w obsadzie cała plejada zaprzyjaźnionych gwiazd (m.in. Katarzyna Figura, Rudi Schubert, Piotr Cyrwus, Sławomir Orzechowski).

Recesja na rynku powoduje, że w 2001 roku kabaret musi rozstać się z kolegami - muzykami. W listopadzie odbyła się premiera programu "Krok w mrok, czyli Dziewice i kaptury". Spektakl z pogranicza kabaretu i teatru zebrał niezwykle pochlebne recenzje. Przeszło dwugodzinne, fabularne (!) przedstawienie zagraliśmy przy nadkompletach na widowni ponad 70 razy. Aktorom po raz towarzyszyły pierwszy półplaybacki. Niestety - tego samego roku, po długiej walce z rakiem odszedł od nas na zawsze Wojtek Szawul.

W 2003 roku zaczęły się kłopoty. Kolejne zmiany właścicieli spowodowały zamknięcie restauracji "Pod Wyrwigroszem", a co za tym idzie - zawieszenie regularnych występów kabaretu w Krakowie. Za to wyraźnie przybyło spektakli wyjazdowych. W 2004 zmienił się skład kabaretu (do innych robót odeszli Aldona i Krzyś), zmienił się jego image, zmieniła się strona internetowa i w ogóle - prawie wszystko się zmieniło! Na szczęście, o kabarecie nie zapomniała telewizja. Cykl „Śpiewanie na wezwanie”, „Sylwester w TVP2”, „Puzel TV”… W czerwcu 2005 roku dołączył do nas młody, zdolny i przystojny aktor Andrzej Kozłowski. Zaprosiliśmy także do współpracy Tomasza Olbratowskiego, satyryka i felietonistę RMF FM. Efekty są. Wzrosła ilość (i jakość) tekstów. Rok ten przyniósł nam kolejne dowody uznania, wyrażone w zaproszeniach całej Polski oraz w ilości wystąpień telewizyjnych. Oto niektóre z nich: „Benefis Przekroju”, „Benefis 997”, „Kraj się śmieje”, „Mój pierwszy raz”, „Europa da się lubić”, a przede wszystkim recital dla Kabaretowej Sceny „2”! I jeszcze dobra wiadomość dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć Kabaret pod Wyrwigroszem na żywo. Szykują się regularne występy w Krakowie! W poniedziałki (nie wszystkie), będziemy mieli zaszczyt promować nasz najnowszy program zatytułowany „Świat się zmienia”. O terminach poinformujemy na bieżąco. Zapraszamy Państwa do nas serdecznie!

December 9, 2008   No Comments

Vavamuffin

Vavamuffin powstało w lutym 2003-go roku w Warszawie. Dokładnie rzecz biorąc na warszawskich Siekierkach, łącząc w sobie zieleń otaczającą niedalekie jeziorko czerniakowskie i dym z kominów E.C. Siekierki. Vavamuffin to połączenie dwu słów: jamajskiego „raggamuffin“ oznaczającego styl śpiewania, nawijania i „Vava“ czyli po prostu Warszawa. W skład zespołu weszli zarówno debiutanci jak i utytułowani już zawodnicy polskiej sceny reggae. Obecny skład przedstawia się następująco (w nawiasach formacje w których występuje tudzież występował dany delikwent): Gorg (Transmisja) - odpowiedzialny za niskie dźwięki mikrofonowe[voc]
Reggaenerator (O.K. System, Zjednoczenie sound system) - odpowiedzialny za piękne dźwięki mikrofonowe[voc]
Pablopavo (Magara, Sedativa, Zjednoczenie sound system, Ba-Lan sound system) - zajmuje się wydawaniem awanturnych dżwięków mikrofonowych [voc] Rafi Kazan (stvorki, el dupa, poker face) - gitary jak ta lala. [git] Mothashipp (James Ashen i tysiąc projektów różnych) - Klawisze, Melodiki, produkcja -Leonardo z Tarchomina [piano,clav]
Emilli Jones (James Ashen) - niskie częstotliwości, fundamenta pulsu [bas] Jahcob Junior (Magara, James Ashen) - stukoty, rytmizacje, produkcja (drums, perc.) Dubbist - drapanie, odgłosy (scratch, sampler) Vavamuffin Barton - pan od dźwięku, żeby słychać było ładnie (dub master). Vavamuffin ma na swoim koncie około 200 koncertów, od małych salek klubowych po występy przed ponad stutysięczną publicznością na Przystanku Woodstock. Koncertuje w kraju i za granicą (Niemcy, Finlandia, Chorwacja, Słowenia, Węgry, Czechy, Słowacja, Irlandia, Wielka Brytania). I to właśnie koncerty są żywiołem tego zespołu i kto raz go zobaczy, będzie chciał znów… i znów… i znów :) Od roku 2004-go zespół związany jest z wytwórnią i agencją koncertową Karrot Kommando. Najprężniej działającą niezależną wytwórnią reggae i okolic. I to pod jej skrzydłami wydaje płyty:

Vabang! (2005) Cd, Lp - debiut. Płyta roku wg magazynu Free Colours jedynego naonczas magazynu reggae w Polsce
Dubang! (2006) Cd, Lp - płyta z remixami utworów z 1ej płyty, wśród remixerów Zion Train, Nucleus Roots, Jah Free, dj FeelX, Activator Mario Dziurex…

Hooligan Rootz (2007) Cd - singiel promujący nadchodzącą płytę
Sekta (2006) 7” - singiel winylowy tzw siódemka podstawowy nośnik jamajskiej muzyki.

W chwili obecnej zespół kończy pracę nad nowym studyjnym albumem „Inadibusu“ którego premiera będzie miała miejsce podczas wspólnej trasy Karrot Tour z kolegami z Paprika Korps w październiku, listopadzie i grudniu 2007ego roku. Reasumując Vavamuffin to tramwaj łączący Grochów i Saską Kępę z Montego Bay i Kingston. Bilety kasuje bas a podczas podróży zawsze jest święto państwowe, kto nie wsiada ten ma wąsy.

December 4, 2008   No Comments

2008-11-29 (sobota) : Jesień Amen Tour 2008 / Alter Ego

Zdeterminowani promowaniem muzyki, pogonią za podróżami koleją, godzinami przed barem, a także pompowaniem własnego Ego, tworzymy i zapraszamy na trzeci z kolei JAT, czyli Jesień Amen Tour 2008.

Ten cykl imprez zahaczających o największe miasta Polski to spektrum złamanych bitów, organów rozrodczych i serc. Prezentujemy więc nie tylko taki dramenbejs jaki lubimy, w różnych jego odmianach, lecz także breakcore, jungle, jamaicacore czy dubstep.

W poprzednich edycjach odwiedziliśmy Warszawę, Rzeszów, Kraków, Wrocław, Chorzów, Łódź, Gdynię, Białystok, szczecin, Toruń, Gliwice. W tym roku zjawimy się w pięciu miastach, w których będziemy gościć w tworzącym trzon składzie:

Kwik & Auricom (ebm junglist  / metro – Białystok )

Marv MC (H:Revolta!1 / Kill y’r Idols – szczecin)

PZG aka Depizgator (Blodklaat Rave – Kraków)

W każdym z Miast jesteśmy wspierani przez Lokalnych Bohaterów, dzięki którym JAT ma rację bytu.

KWIK EKLEKTYK

Poeta, analityk, autystyk. Filozof, terapeuta, projektant. Nie czyta książek, wierzy w Jah i Radę Puchaczy. Woli smsy od rozmowy telefonicznej, ma profil na juciub. Lubi obiady w barach mlecznych, mama starsza o 25lat, babcia o 50. Tato potrafi zjeść ogórki ze śledziem. Niektórzy mówią, że jest obrażalski, a on kocha się w Czubajce. Dziś, w Białymstoku, mieście Laskowskiego, Scorupco, Zamenhoffa czy Kononowicza jest wieloletnim rezydentem jak i co-promotorem w klubie Metro, ale pamięta stare czasy jak woził się po Brixton, grał na dubowe bassline’y w kapeli reggae czy zagrał pierwszą imprezę z winyli na squacie Decentrum, jeszcze pod kryptonimem PatefonGegenBabylon. Jego sety to mieszanka stylowa krążąca wokół pobliskiej Biedronki, krytykowany za freestylową technikę a chwalony za eklektyzm grał z takimi tuzami jak Shitmat, Danny Byrd czy EastWest Rockers.

Na JAT odpowiedzialny za wszystko co najgorsze.

AURICOM

Urodzony w Białymstoku. Junglista z przypadku, który w miejsce szyszynki wstawił sobie mikser. Mówią o nim, że jest dzieckiem Kwika – FAKE! Auri jest ładniejszy, ale podobnie do domniemanego ojca z łatwością łączy w setach przeróżne style: dnb, jungle, kory, gaby, spice girls, dubstep, pieśni mongolskich transwestytów. Lubi zabrać Marva do Supraśla albo emówke na domówkę. Najmłodszy i najbardziej ogarnięty członek JAT Brygady.

MARV MC

Macbeat wspomniał, że to jedyny MC w Polsce, który śpiewa rokendrolowo do drum n bassu. Coś w tym jest, jego styl opiera się na melodyjnych i dynamicznych rymach. Zanim został emce miał zyliard zespołów w których grał alternatywę, postrock czy noise. Jadał śniadania z lusterka i butelki, był pierwszym w swoim liceum chodzącym projektorem astralnym. Ma skłonności do upadku i robienia z siebie ofiary choć tak naprawdę całkiem nieźle sobie radzi. Bezgranicznie zakochany w echach, pogłosach i wszystkim co generuje psychodeliczne załamania nerwowe. Na JAT08 zabiera ze sobą gitarę z trzema przesterami żeby pohałasować do setów Aurona.

W jatowskiej ekipie odpowiada za przemoc i znęcanie się nad Kwikiem.

Szczególnie ciekawie zapowiada się set Auricoma, który wspomagany jest
przez Marva nie tylko mikrofonem lecz również gitarą elektryczną.
Znajdzie się też coś dla fanów turntablismu - około północy Auricom
stoczy scratch battle z djem Hooragun’em. Nie usłyszycie tego nigdzie
indziej

November 29, 2008   No Comments

The Dubliners

The Dubliners

Każdy kto zetknął się w troszke większym stopniu z muzyką irlandzką musiał natknąć się na The Dubliners. Ich piosenki należą do najczęściej spotykanych na setkach składanek poświęconych muzyce Zielonej Wyspy. Nie bez powodu nazywa się ich "ojcami chrzestnymi" irlandzkiej piosenki folkowej.
Zanim jednak powstała grupa The Dubliners istnial zespół Ronnie Drew Group, zebrany wokół gitarzysty, wokalisty i autora piosenek - Ronnie’go Drew. W grupie tej grali Luke Kelly - wokal, banjo i Barney McKenna - banjo tenorowe. Z czasem doszli do nich John Sheehan - skrzypce i Ciaran Bourke - wokal i tin whistle. Podstawę ich repertuaru stanowiły piosenki irlandzkiej ulicy, niekiedy sprośne pioseneczki i żywiołowo zagrane taneczne utwory tradycyjne. Nie oni pierwsi dokonali takiego połączenia, lecz to oni właśnie odpowiadają za pierwszą międzynarodową falę popularności piosenek irlandzkich.
Na scenie byli bardzo autentyczni - wyglądali jak uliczni muzykanci. Ich brody i burkliwy dubliński akcent dopałniały tej wizji. Rodząca się wówczas moda na folk sprawiła że ich pierwsza płyta z 1963 roku spotkała się z dość ciepłym przyjęciem w Wielkiej Brytanii. Jendak dopiero single "Seven Drunken Nights" i "Black Velvet Band" były prawdziwym punktem zwrotnym - oba znalazły się na brytyjskich listach przebojów.
Wiele ze swojego tradycyjnego brzmienia Dublinersi zawdzięczają Ronniemu, który był oryginalnym ulicznym balladzistą. Podobnie Luke, choć ten ostatni podpatrywał też, rodzącą się wówczas klubową scenę folkową w Anglii. Połączenie tych zainteresowań z miłością do piosenek irlandzkich sprawiło, że Luke równie często śpiewał rubaszne piosenki ludowe, jak i natchnione pieśni patriotyczne.
Kiedy o zespole zaczęło się robić naprawdę głośno coś się między nimi zaczęło psuć. Najpierw odszedł Luke, zastąpiony przez Boba Lyncha (było to w 1964 roku). Następny był Ronnie, którego miejsce zajął Jim McCann. Jim jednak nie zagrzał długo miejsca, i z powodzeniem zaczął grać solo. Wówczas do zepołu powrócił Ronnie.
Od 1966 do 1974 roku zespół miałstały skład. Dopiero wówczas z kapeli odszedł ze względów zdrowotnych Ciaran Bourke. Kolejnym ciosem była choroba Luke’a w 1980 roku. Udało mu się wrócić na scenę, lecz na krótko, gdyż zmarł w 1984 roku.
The Dubliners pozostają wciąż aktywnym zespołem. Choć wiekszość ich płyt na rynku to składanki, to prawdziwa moc ich nagrań tkwi w płytach studyjnych, gdzie wszystko zagrane jest lepiej, dokładniej.
Zespół często wspiera innych wykonawców, zarówno folkowych (pojawili się na płytach Jima McCann’a, Christy Moore’a, The Fureys i Stocktons Wing), jak i rockowych (choćby U2 i Hothouse Flowers). Najbardziej jednak upodobali sobie współpracę z symbolem młodego pokolenia lat 80-tych - The Pogues. Zeczęli od wspólnych nagrań studyjnych (najbardziej znana jest wspólna wersja "Irish Rover", lecz zarejestrowali również "Rare Old Mountain Dew", "Jack O’Heroes" i dwie wersje "Whiskey in The Jar"), później pojawiali się też na solowych płytach Shane’a MacGowana, a w grudniu 2001 uświetnili dubliński koncert reaktywowanej po latach grupy The Pogues.

November 20, 2008   No Comments