dobry klub, imprezy i koncerty | Szczecin | Poznań | Warszawa | Zielona Góra | Bilety na koncerty i aktualne wydarzenia.
Random header image... Refresh for more!
Polecamy koncerty: John Scofield The Roots Heineken Opener 2009 Jean Michel Jarre Feel I AM X Smooth Jazz Gala


JUNGLE BROTHERS

Amerykańska grupa Jungle Brothers, pionierzy fuzji hip-hopu, jazzu, wczesnego jungle i drum n bass’u oraz hip-house’u zagra w The Fresh na jedynym koncercie w Polsce już we wtorek 9.grudnia.

Jungle Brothers swoją działalność rozpoczęli we wczesnych latach ’80. Dwa lata przed końcem tej dekady wydali swój pierwszy album pt. „Straight Out The Jungle”. Na bardzo innowacyjnych bitach opowiadali tam o kulturze afro amerykańskiej. Na krążku spotkać można niezwykłą kolaborację muzyki elektronicznej i hip-hopu – w kawałku „I’ll House You” (http://www.youtube.com/watch?v=ceXCsMPqepQ) wyprodukowanym przez Todd’a Terry’ego. Publiczność przyjęła ich debiut bardzo życzliwie i szybko dołączyli do Native Tongues – kolektywu zrzeszającego artystów takich jak De La Soul czy A Tribe Called Quest.

 
Jungle Brothers na swoim koncie mają 9 albumów. Wyróżnia ich niepowtarzalny styl i odważne łączenie gatunków. Jak sami mówią, dalecy są od komercji i z dużym dystansem traktują rynek muzyczny. Do ich najbardziej znanych numerów z ich repertuaru należą V.I.P. (http://www.youtube.com/watch?v=6TC4uPDWdsw) z albumu o tym samym tytule, Straight Out The Jungle (http://www.youtube.com/watch?v=K0wVNPWWZIw) z pierwszej płyty, czy Breathe (Don’t Stop), znany także ze słynnego remixu z utworem Michaela Jacksona stworzonego przez Q-Tip’a (http://www.youtube.com/watch?v=d8e4pl6-Nus&feature=related). Ich kawałki remixowane były także przez wykonawców muzyki drum n bass, m.in. przez producenta Aphrodite – utwór Jungle Brothers”, dzięki któremu zdobyli uznane światowej sceny tanecznej. W tym roku singiel pt. „What U Waitin 4” (http://www.youtube.com/watch?v=ZJFCeRdq91Y) znalazł się na liście 100 najlepszych kawałków hip-hopowych telewizji muzycznej VH1.

Koncert Jungle Brothers w The Fresh to doskonała propozycja dla wielbicieli dobrego rapu, muzycznych eksperymentów, a także drum n bass’u i muzyki elektronicznej. Podczas imprezy zobaczycie niespotykany dotąd soundsystem w składzie Mike G oraz Sammy B i usłyszycie dużo klasycznych kawałków, zaprezentowanych w nowym, mocno tanecznym, imprezowym stylu.

 
The Fresh, ul. Wawelska 5
Start: 20:00
Bilety: 39 zł (przedsprzedaż), 45 zł (w dniu imprezy w kasie klubu)

November 25, 2008   No Comments

The Dubliners

The Dubliners

Każdy kto zetknął się w troszke większym stopniu z muzyką irlandzką musiał natknąć się na The Dubliners. Ich piosenki należą do najczęściej spotykanych na setkach składanek poświęconych muzyce Zielonej Wyspy. Nie bez powodu nazywa się ich "ojcami chrzestnymi" irlandzkiej piosenki folkowej.
Zanim jednak powstała grupa The Dubliners istnial zespół Ronnie Drew Group, zebrany wokół gitarzysty, wokalisty i autora piosenek - Ronnie’go Drew. W grupie tej grali Luke Kelly - wokal, banjo i Barney McKenna - banjo tenorowe. Z czasem doszli do nich John Sheehan - skrzypce i Ciaran Bourke - wokal i tin whistle. Podstawę ich repertuaru stanowiły piosenki irlandzkiej ulicy, niekiedy sprośne pioseneczki i żywiołowo zagrane taneczne utwory tradycyjne. Nie oni pierwsi dokonali takiego połączenia, lecz to oni właśnie odpowiadają za pierwszą międzynarodową falę popularności piosenek irlandzkich.
Na scenie byli bardzo autentyczni - wyglądali jak uliczni muzykanci. Ich brody i burkliwy dubliński akcent dopałniały tej wizji. Rodząca się wówczas moda na folk sprawiła że ich pierwsza płyta z 1963 roku spotkała się z dość ciepłym przyjęciem w Wielkiej Brytanii. Jendak dopiero single "Seven Drunken Nights" i "Black Velvet Band" były prawdziwym punktem zwrotnym - oba znalazły się na brytyjskich listach przebojów.
Wiele ze swojego tradycyjnego brzmienia Dublinersi zawdzięczają Ronniemu, który był oryginalnym ulicznym balladzistą. Podobnie Luke, choć ten ostatni podpatrywał też, rodzącą się wówczas klubową scenę folkową w Anglii. Połączenie tych zainteresowań z miłością do piosenek irlandzkich sprawiło, że Luke równie często śpiewał rubaszne piosenki ludowe, jak i natchnione pieśni patriotyczne.
Kiedy o zespole zaczęło się robić naprawdę głośno coś się między nimi zaczęło psuć. Najpierw odszedł Luke, zastąpiony przez Boba Lyncha (było to w 1964 roku). Następny był Ronnie, którego miejsce zajął Jim McCann. Jim jednak nie zagrzał długo miejsca, i z powodzeniem zaczął grać solo. Wówczas do zepołu powrócił Ronnie.
Od 1966 do 1974 roku zespół miałstały skład. Dopiero wówczas z kapeli odszedł ze względów zdrowotnych Ciaran Bourke. Kolejnym ciosem była choroba Luke’a w 1980 roku. Udało mu się wrócić na scenę, lecz na krótko, gdyż zmarł w 1984 roku.
The Dubliners pozostają wciąż aktywnym zespołem. Choć wiekszość ich płyt na rynku to składanki, to prawdziwa moc ich nagrań tkwi w płytach studyjnych, gdzie wszystko zagrane jest lepiej, dokładniej.
Zespół często wspiera innych wykonawców, zarówno folkowych (pojawili się na płytach Jima McCann’a, Christy Moore’a, The Fureys i Stocktons Wing), jak i rockowych (choćby U2 i Hothouse Flowers). Najbardziej jednak upodobali sobie współpracę z symbolem młodego pokolenia lat 80-tych - The Pogues. Zeczęli od wspólnych nagrań studyjnych (najbardziej znana jest wspólna wersja "Irish Rover", lecz zarejestrowali również "Rare Old Mountain Dew", "Jack O’Heroes" i dwie wersje "Whiskey in The Jar"), później pojawiali się też na solowych płytach Shane’a MacGowana, a w grudniu 2001 uświetnili dubliński koncert reaktywowanej po latach grupy The Pogues.

November 20, 2008   No Comments

JaZzGdyni

Marcus Miller, Stanley Clarke, Victor Wooten - gitara basowa
Derico Watson - perkusja
Federico Pena - instrumenty klawiszowe

„Mówimy tu o trzech gigantach swoich pokoleń. Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć, jakie pomysły mają ci goście!”. Miejmy więc oczy i uszy szeroko otwarte, bo nie ma wątpliwości, że SMV będą królami tego lata i jesieni!
Randy Jackson

O Projekcie

W epoce panowania wirtualnych lig piłkarskich nareszcie nadchodzi prawdziwa drużyna, o której od dawna marzyli basiści i entuzjaści jazzu. SMV to projekt łączący tytanów Stanley Clarke’a, Markusa Millera i Victora Wootena. Marzenie o tym niezwykłym związku trzech pokoleń bogów gitary basowej – podsycane przez sporadyczne oświadczenia całej trójki, że spróbują wprowadzić je w życie, jeśli pozwolą na to ich terminarze – było przez ponad piętnaście lat dyżurnym tematem dyskusji fanów spotykających się na zjazdach i w internetowych chat roomach. W końcu, kiedy w październiku 2007 roku Clarke postanowił wystartować do konkursu o nagrodę magazynu Bass Player podczas dorocznego festiwalu Bass Player Live! w Nowym Jorku, Miller i Wooten zadali sobie trud, żeby przyjechać i przedstawić szerszej publiczności swojego mentora. Ich wspólna improwizacja nie tylko powaliła na kolana dziewięciuset członków widowni, ale też podsyciła tkwiącą w ich muzyce chemię, co umożliwiło faktyczną realizację od dawna planowanego projektu. W rezultacie, w styczniu 2008 roku SMV spotkało się w studiu, żeby nagrać płytę i zaplanować trasę koncertową na lato i jesień.

Muzycy dobrze pamiętają swój pierwszy występ i sesje nagraniowe do albumu. Clarke wspomina, „Kiedy tylko zaczęliśmy grać ‘School Days’ na festiwalu Bass Playera, wiedziałem, że nigdy o tym nie zapomnimy – ani my, ani publiczność. Marcus i Victor mają niezłą intuicję i każdy z nas znalazł swoje miejsce w zespole. Marcus nadawał groove, Victor grał akordy, a ja pomyślałem „Hej, to jest świetne!”. Wooten przyznaje: „Praca ze Stanleyem i Marcusem zawsze była dla mnie spełnieniem marzeń. Podczas pracy nad płytą każdy z nas wydobywał z instrumentu dźwięki, które zostawiały reszcie miejsce na własną interpretację. Było całkiem zabawnie, kiedy Marcus i ja naśladowaliśmy siebie nawzajem i tworzyliśmy własną wersję zagrywek Stanleya. Najlepsze w tym jest to, że całość jest bardzo melodyjna – są tu, co prawda, karkołomne solówki, ale ludzie mogą być zaskoczeni, jak bardzo muzyczna jest ta płyta.” Miller dodaje: „To było istotne; nie chcieliśmy, żeby każdy po swojemu łomotał coś na basie. Prawdę mówiąc, musieliśmy czasem namawiać siebie nawzajem do grania bardziej skomplikowanych i technicznie wymagających motywów. Najbardziej interesujące było usłyszenie odległego dudnienia basów, które ludzie znają z naszych albumów, jedno przy drugim. To naprawdę niezwykłe, przywodzi mi na myśl wsłuchiwanie się w historię i ewolucję instrumentu”. Clarke podsumowuje: „Biorąc pod uwagę to, że wszyscy gramy na tym samym instrumencie, ta płyta może być dla ludzi prawdziwym objawieniem. Będzie tu dużo elektrycznych dźwięków, ale też wykorzystanie kilku innych możliwości. To wspaniały nowy dzień dla gitary basowej”.

Całej trójce z SMV trzeba przyznać, że świetnie wychodzi im zarówno nowatorstwo, jak i współpraca z pozostałymi członkami zespołu.

Stanley Clarke

Jest, bez cienia wątpliwości, żyjącą legendą – „uwolnił” bas tak, jak robili to ze swoimi instrumentami Louis Armstrong i Charlie Parker. Urodził się w Filadelfii, a po studiach, już jako wirtuoz tradycyjnej gry na akustycznym basie, udał się do Nowego Jorku. Tam wyrobił sobie markę na scenie jazzowej, grając ze Stanem Getzem, Joe Hendersonem i Horacem Silverem, dopóki w 1972 roku nie stworzył wraz z pianistą Getza, Chickiem Coreą, innowatorskiego zespołu Return To Forever, który zdobył później nagrodę Grammy. Podczas gdy grupa skupiła się na elektrycznym graniu, Clarke nie tylko dzielił swój czas dla elektrycznego basu i kontrabasu, ale otworzył też ekskluzywny sklep dla basistów z gitarami Alembica.

Kiedy wydał cykl solowych albumów rozpoczynający się od Children of Forever w 1973 roku, był już wprawiony w występowaniu na scenie i prowadzeniu zespołu; miał też za sobą próby przeciwstawienia się tendencji do traktowania basu jako tła, a nie indywidualnego instrumentu,. Trzy lata później na rynek wyszła płyta „School Days”, którego ścieżka tytułowa stała się pierwszym prawdziwym „basowym hymnem”. Clarke wyciągnął też w górę skalę basu elektrycznego, wprowadzając basy pikolo i tenorowe, żeby zbliżyć się do zakresu swojego idola, Johna Coltrane’a.

Po jakimś czasie szlifowania solowej twórczości Clarke rozpoczął współpracę z bardziej znanymi muzykami – zaangażował się, między innymi, w projekt Clarke/Duke z klawiszowcem George’em Duke’em, The New Barbarians z Keithem Richardsem i Ronem Woodem, Animal Logic z dawnym perkusistą The Police, Stewartem Copelandem oraz Rite of Strings z Jeanem-Lucem Pontym i Al Di Meolą; pojawił się też na dwóch albumach Paula McCartneya i uczestniczył w pisaniu tekstu do jego utworu „Hey, Hey”. Późne lata osiemdziesiąte przyniosły nowe możliwości, kiedy Clarke został zatrudniony do stworzenia ścieżki dźwiękowej dla programu telewizyjnego Pee Wee’s Playhouse. W efekcie skomponował swoją pierwszą ścieżkę dźwiękową do filmu, Boyz ‘N’ the Hood, i rozpoczął karierę uznanego kompozytora muzyki filmowej. Do jego innych istotnych kompozycji należy muzyka do Pasażera 57, Tiny, Filmu o miłości, Transportera i Soul Food, serii z amerykańskiej stacji Showtime.

Stanley Clarke wielokrotnie powtarzał, że bas jest nieodłączną częścią jego osoby, i wciąż swoją grą udowadnia, że zasługuje na nadane mu przezwisko „Władca Niskich Częstotliwości”. Odbył ostatnio trasę z Clarke/Duke Band, Rite of Strings, McCoyem Tynerem i swoim własnym zespołem; w czerwcu rozpoczyna się też jego od dawna oczekiwana trasa z Return to Forever. Podpisał kontrakt z wytwórnią Heads Up International i wydał DVD Night School, koncert przywołujący wszystkie fragmenty historii jego niezwykłej kariery, na którym występuje wraz z wielkimi gwiazdami, a także Toys of Men, album antywojenny ciepło przyjęty przez publiczność i krytyków.

Marcus Miller

Zdobywcy nagrody Grammy, Marcusowi Millerowi stale w toku jego kariery udawało się sprostać oczekiwaniom zarówno fanów, jak i krytyków muzycznych. Urodzony w nowojorskim Brooklynie, Miller dorastał wśród jazzowej rodziny królewskiej (Wynton Kelly, pianista współpracujący z Milesem Davisem, jest jego krewnym w bocznej linii) w Jamajce, części dzielnicy Queens. Zafascynowany pracą ojca, organisty kościelnego Williama Millera, Miller próbował swoich sił w grze na fortepianie, organach, klarnecie i saksofonie, dopóki w wieku trzynastu lat nie zainteresowała go gitara basowa, która mogła być przepustką do współpracy z lokalnymi zespołami. Zadebiutował w wieku szesnastu lat z flecistą Bobbim Humphreyem, a następnie wyjechał w trasę z perkusistą Lennym White’em. Po powrocie Miller wykonał ważne ruchy dla swojej dalszej kariery: oprócz wejścia na nowojorską scenę, grał z Robertą Flack i zespołami występującymi w programie Saturday Night Live, gdzie poznał Davida Sanborna i Luthera Vandrossa. Obaj szybko zauważyli i wykorzystali jego talent jako tekściarza, producenta i multiinstrumentalisty, co doprowadziło do powstania serii hitów i rozpoczęcia cyklu tras koncertowych. Wkrótce potem muzyk otrzymał telefon od Milesa Davisa, co doprowadziło do późniejszego nagrania sześciu albumów – Miller został producentem i autorem tekstów przy pracy nad trzema z nich, między innymi przełomowym Tutu.

Kiedy artysta wyrobił już sobie markę jako producent, prowadził nagrania Vandrossa (w tym również „Power of Love/Love Power”, które w roku 1991 zdobyło nagrodę Grammy dla najlepszego utworu R&B), Roberty Flack, Arethy Franklin, Chaki Khan, Wayne’a Shortera i Ala Jarreau, nagrywając jednocześnie genialne ścieżki (jego koledzy przezwali go w tym czasie Thumbslinger, co tłumaczyć można jako Kciukomiot) do płyt Donalda Fagena, braci Brecker, młodego Grovera Washingtona, Paula Simona, Dona Grolnicka, Was (Not Was) i wielu innych. Z Lennym White’em i Markiem Stevensem utworzył formację Jamaica Boys, rozpoczął też karierę twórcy muzyki filmowej, komponując ścieżki dźwiękowe do Sjesty, House Party i Boomerangu.

W końcu, w 1992 roku, Miller skupił się na swojej karierze solowej, wydając album The Sun Don’t Lie. Swoim najbardziej charakterystycznym „głosem” – Fenderem Jazz Bass ’76 – kontynuował realizację planu Stanley Clarke’a oraz Jaco Pastoriusa i ustanawiając nowy standard, przywrócił do życia koncepcję solowego albumu basowego. Siedem kolejnych solowych dokonań Millera to między innymi zdobycie Grammy za płytę M2 w 2001 roku (co uczyniło go jedynym w historii solowym basistą odznaczonym nagrodą za najlepszy współczesny album jazzowy) oraz nagranie biograficznego DVD, Mistrz każdego rzemiosła („Master Of All Trades”). Artysta wciąż zajmuje się realizacją niezliczonych projektów, tworząc muzykę filmową i ścieżkę dźwiękową dla programu Chris Rock TV „Everybody Hates Chris”, pracuje z North Sea i Playboy Jazz Cruises – a do tego jeździ w trasy koncertowe promujące jego nową płytę zatytułowaną Marcus.

Victor Wooten

Podobnie jak Marcus, „Victor” to jedyne hasło potrzebne fanowi gitary basowej, aby rozpoznać mistrza tego instrumentu, Victora Wootena. Kariera Wootena, tak, jak i Millera, to znacznie więcej niż gra na czterech strunach. Muzyk urodził się w wojskowej rodzinie w Idaho, wychował na wyspie Oahu i Zachodnim Wybrzeżu, a pierwszych lekcji gry na basie, odkąd skończył trzy lata, udzielał mu brat, Regi. Zanim skończył pięć lat, miał już za sobą debiut sceniczny z czwórką starszego rodzeństwa. Jako The Wootens spędzili lata siedemdziesiąte, grając przed takimi gwiazdami, jak Curtis Mayfield i War, dopóki we wczesnych latach osiemdziesiątych jego rodzina nie osiedliła się w Newport News w stanie Virgnia. Tam bracia występowali regularnie w parku rozrywki Busch Gardens w Williamsburgu i zaczęli nawiązywać kontakty z muzykami z Nowego Jorki i Nashville.

W 1988 roku, Wooten przeniósł się do Nashville, rozpoczynając pracę z wokalistą Jonellem Mosserem i poznając Bélę Flecka, mistrza banjo z New Grass Revival. Zanim minął rok, Fleck, Wooten, jego brat Roy (znany również jako Futureman) oraz Howard Levy utworzyli zespół The Flecktones i znaleźli się na drodze do wygrania pierwszej z trzech zdobytych do tej pory nagród Grammy. Gitara basowa pozostała w centrum zainteresowania Wootena, który niedługo potem utworzył formację Bass Extremes wraz z mistrzem gry na sześciostrunowym basie bez progów, Steve’em Baileyem, i wydał album, o którym wieści szybko obiegły świat basistów: wyjątkowy solowy debiut A Show of Hands z 1996 roku. W tym samym czasie wszyscy chcieli zaangażować wielokrotnie nagradzanego muzyka do swojego projektu, co umożliwiło Wootenowi sesje nagraniowe i trasy koncertowe z takimi artystami, jak Branford Marsalis, Dave Matthews, Bruce Hornsby, Prince, Mark O’Connor, Gov’t Mule, Susan Tedeschi, Bill Evans, Vital Tech Tones (ze Scottem Hendersonem i Steve’em Smithem), The Jaco Pastorius Word Of Mouth Big Band i India Arie.

Wooten rozpoczął też karierę w dziedzinie edukacji, udzielając lekcji muzyki i życia na wymyślonych przez siebie obozach z gitarą basową w Tennessee, które szybko stały się popularne, a także pisząc powieść Lekcja muzyki. Obecnie Wooten konsekwentnie dzieli swój czas między grę solo i pracę w zespole, regularnie jeżdżąc w trasy i spotykając się w studiu nagraniowym z The Flecktones (zespół ma już na swoim koncie dwanaście albumów), Mike’em Sternem i grupą Elektric Band Chicka Corei. Jako utalentowany autor tekstów, producent i multiinstrumentalista, na każdej kolejnej solowej płycie Victor Wooten łączy więcej gatunków i skupia się na większej liczbie elementów, nie traci przy tym jednak swojego charakterystycznego stylu. Nigdy jednak nie było to tak widoczne, jak na świeżo wydanym Palmystery.

Zważywszy to wszystko, SMV zdaje się być projektem skazanym na sukces. Szanse zespołu prawdopodobnie najlepiej oddają słowa sędziego amerykańskiego Idola, Randy’ego Jacksona, który sam jest świetnym basistą i przyjacielem całej trójki: „Mówimy tu o trzech gigantach swoich pokoleń. Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć, jakie pomysły mają ci goście!”. Miejmy więc oczy i uszy szeroko otwarte, bo nie ma wątpliwości, że SMV będą królami tego lata i jesieni!

October 6, 2008   No Comments

UNSOUND FESTIVAL 2008

SoundProof I – 23.10.08 – Noze (FR), dOP, bshosa(PL), Tibor Holoda (SK)
Piwnica klubu Pauza ugości dwie grupy paryskiego labelu Circus Company. Noze należy do czołowych wykonawców francuskiego techno-house. Równie efektowny na żywo, dOP to wschodząca gwiazda francuskiej sceny, łącząca minimalistyczne bity z wpływami muzyki afrykańskiej i instrumentami dętymi. Wieczór otworzy bshosa, warszawski DJ. Zagra również ceniony słowacki DJ Tobor Holoda.
22:00 bshosa (detroitZDRoJ)
23:30 dOP
00:30 Nôze
01:30 Tibor Holoda

*************************************************************
Z ambitnym, przemyślanym programem na światowym poziomie, Unsound Festival jest jedną z najciekawszych imprez krakowskiego kalendarza kulturalnego, festiwalem poświęconym muzyce, kulturze dźwięku i pokrewnym sztukom wizualnym. Unsound korzysta z najciekawszych krakowskich miejsc, by tam prezentować wybrane koncerty, imprezy, czy instalacje, a przy okazji zwrócić uwagę publiczności na to wyjątkowe miasto.

Nowa, bogata w informacje strona internetowa Unsound Festival właśnie ruszyła – www.unsound.pl. – dostępny jest na niej pełny program festiwalu z dokłądnym opisem wszystkich artystów, multimediami i opisem wydarzeń towarzyszących.

Pełny line up obejmuje następujących artystów:

Amos Poe (USA)
Andrew Peckler (DE / USA)
Andy Warhol (USA)
Autistic Daughters (AT / NZ)
Banabila & Zenial (NL / PL)
Ben Frost (AU)
Benga (UK)
Boxcutter (IE)
Bruno Pronsato (USA)
bshosa (detroitZDRoJ) (PL)
Colleen (FR)
dOP (FR)
Fuck Buttons (UK)
Galoppierende Zuversicht (CH)
Groupshow (DE / USA)
Hanno Leichtmann (DE)
Hauschka (DE)
Jacek Sienkiewicz Presents Recognition Label (PL)
Jan Jelinek (DE)
Jorge Haro (ARG)
Jørgen Knudsen (NO)
Lillevan (DE)
Kaspar Koenig & Simon Berz (NL / CH)
Male Instrumenty / Elektrownie Dzwieku (PL)
Mark Templeton (CAN)
Max Richter (UK)
Melchior Productions (UK)
Michael Nyman presents “SUBLIME” installation (UK)
Nemeth / Hess / Siewert (AT / USA)
Noze (FR)
nsi. (DE)
Pan American (USA)
Pinch (UK)
Skream (UK)
The Necks (AU)
The Sight Below (USA)
Tibor Holoda (SK)
Xiu Xiu (USA)

September 11, 2008   No Comments

Klub Baila ponownie otwarty - Szczecin

Do świadomości imprezujących szczecinian po wielu miesiącach nieobecności, powraca jeden z klubów kojarzonych z szeroko pojętym house’em i muzyką taneczną.

Otwarcie klubu Baila

July 18, 2008   No Comments