dobry klub, imprezy i koncert | Szczecin | Poznań | Warszawa | Zielona Góra
Random header image... Refresh for more!
Polecamy koncerty: John Scofield The Roots Heineken Opener 2009 Jean Michel Jarre Feel I AM X Smooth Jazz Gala


DAVID KRAKAUER

Koncertuje zarówno w prestiżowej Carnegie Hall, malutkich klubach amerykańskiej dia-spory i na największych festiwalach świata. Tym razem David Krakauer przedstawi dla Ery Jazzu swój zespół Madness z KeepAlive - modnym, nowojorskim DJ –em.

David Krakauer jest niedoścignionym  wirtuozem gry na klarnecie i twórcą, który swoją muzyką wylansował  klezmer - jazz. To naturalne połączenie tradycyjnej muzyki żydowskiej z elementami ortodoksyjnego jazzu przyniosło Krakauerowi  światowy sukces oraz ludyczne uwielbienie dla nowej, jazzowej stylistyki. Artysta równie ciekawie interpretuje jazzowe standardy Sidneya Becheta i Theloniousa Monka , jak i awangardę Johna Cage’a oraz Johna Zorna.  Jest także doskonały interpretatorem muzyki klasycznej . Jest artystą i chętnie zapraszanym do udziału w najbardziej prestiżowych projektach muzycznych. Jego gra stała się ozdobą  koncertów i nagrań Tokyo String Quartet, słynnego Eroica Trio, The Kronos Quartet; jest solistą tak znamienitych zespołów, jak Chamber Music Society of Lincoln Center, Berlin Radio Orchestra, Orquestra Sinfonica de Barcelona, Brooklyn Philharmonic Music oraz Lark Quartet, Arditti String Quartet czy nawet Empire Brass Quintet. Jednak dla miłośników jego talentu postrzegany jest przede wszystkim jako innowator klezmer-jazzu , w którym przemyca zarówno elementy etnicznej muzyki żydowskiej, folkloru jak i frazy rocka, jazzu, funky, muzyki eksperymentalnej i dostojeństwo klasyki.

Dla takiej prezentacji David Krakauer założył warsztatową formację Klezmer Madness , która z równym zachwytem przyjmowana jest zarówno w londyńskiej Royal Festival Hall, jak i jazzowych estradach. Także realizowane przez Krakauera albumy prezentują wspa-niały kunszt oraz wirtuozerię klarnecisty. Za nagranie ( wraz z The Kronos Quartet ) „The Dreams and Prayers of Isaac the Blind ” otrzymał prestiżową nagrodę Time Magazine ( Album Roku 1997). Także albumy „ Klezmer NY ” oraz „ A Klezmer Tribute to Sidney Be-chet „ zjednały mu wielką publiczność i uznanie krytyków. Sztandarowy album   „ A New Hot One „  zbierał wszystkie liczące się nagrody jazzu i był nominowana do ważnej, fran-cuskiej Diapason d’Or. Równie ważne są najnowsze projekty wybitnego klarnecisty reali-zowane w ultranowoczesnym brzmieniu komputerów, laptopów oraz wybitnych nowojorskich DJ-ów ( np. SoCalled oraz Keepalive). Zrealizowane albumy ( np. “ Live in Kraków”, “Bubbemeises” oraz “ The Twelve Tribes” ) zjednały Krakauerowi nowych entuzjastów oraz  dostarczyły prestiżowych nagród. Z tym specyficznym „ nu-klezmer jazzem” zachwyca koncertując zarówno w nowojorskiej Carnegie Hall, jak i na najważniejszych estradach świata. Teraz na jedynym koncercie w Polsce !

December 17, 2008   No Comments

KABARET POD WYRWIGROSZEM

Być może, ktoś z Państwa zapytał kiedyś przytomnie: „Dlaczego ten kabaret, do jasnej cholery, jest POD WYRWIGROSZEM?!” Kto to jest WYRWIGROSZ?! I dlaczego właśnie pod nim jest mój ulubiony kabaret??? Ażeby zaspokoić ciekawość, winni Państwo zapoznać się z kilkoma faktami, znanymi dopotąd tylko nam i kilkorgu takich, co jeszcze żyją i pamiętają. Sięgnijmy, zatem do prehistorii. Otóż w 1987 roku, PWST w Krakowie rzuciła na rynek (krakowski z resztą) kolejną partię aktorów dramatycznych. Pośród nich znaleźli się także Maurycy Polaski i Łukasz Rybarski. Żyli sobie i pracowali przez jakiś czas na własną rękę, próbując odnaleźć swoje miejsce w okrutnym świecie show bussinesu. W końcu jednak zaczęli romansować artystycznie i w efekcie, w październiku 1990 roku założyli podstawową komórkę rozrywkową, czyli kabaret. Natychmiast zaprosili do współpracy kilkoro przyjaciół, którzy zapragnęli poświęcić się sztuce równie wielkiej, co niedochodowej. Nie dziwota, że udało się skusić młodych i nastawionych równie altruistycznie kolegów: Beatę Rakowską, która za chwilę zmieniła się w Rybarską (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa!), Basię Krasińską i Krzysia Stawowego. Wszyscy jednakowo spragnieni sceny, żądni widza i oklasków. Ale już nawiązanie porozumienia, na podobnie społecznej zasadzie, z najlepszymi krakowskimi akompaniatorami - Jerzym Kluzowiczem i Pawłem Bieńkowskim – to było mistrzostwo dyplomacji! „Myk” polegał na tym, że obaj Panowie mieli zasiadać przy jednym pianinie i grać na cztery ręce. Zagrali. I to jak! Ale zanim do tego doszło, koledzy aktorzy pojawili się na pierwszej próbie. Repertuarowym pewnikiem okazały się tylko piosenki, które do wierszy Gałczyńskiego ułożył kolega Polaski. Ze skeczami było już znacznie gorzej. Każdy z wykonawców przyniósł pierwszy lepszy tekst. Okazało się, że bardziej pierwszy, niż lepszy. Wszyscy mieli dotąd jakieś swoje wcześniejsze doświadczenia kabaretowe. Jednak, jak się okazało, poruszaliśmy się po zupełnie różnych zaułkach tego jakże pojemnego gatunku. Poproszony o radę Jerzy Fedorowicz spytał, czy koniecznie musimy się posługiwać wyświechtanymi ramotami? Czy nie stać nas na własne spojrzenie na to, co się dookoła dzieje? Okazało się, że nas stać. Polityczna odwilż uaktywniła naszą zdolność wypowiedzi estradowej. Kabaret SOMGORSI, bo tak nazwaliśmy swoje dziecię, mieścił się w przytulnych pomieszczeniach Teatru Sytuacji (dawniej Teatr 38). Każdej soboty, ku uciesze nielicznie zgromadzonej widowni, wystawialiśmy autorski program, pod tytułem "Szarlatanów nikt nie kocha". Spektakl nie zawiódł oczekiwań. Było dużo dobrych piosenek, popisy aktorskie, a co najistotniejsze – poruszone zostały tematy, o których nikt inny wcześniej nie ośmielił się mówić! Na warsztat wzięte zostały sex-shopy, świeżutki wówczas Teleekspress, kandydat na prezydenta Stan Tymiński oraz nauki przedmałżeńskie. Nasze poświęcenie i zaangażowanie było tak wielkie, że państwo (prawie) Rybarscy powtórnie poszli na kurs przedmałżeński, żeby staranniej spisać wszelkie zasłyszane tam rewelacje! Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wysiłki zostały docenione. Program spodobał się do tego stopnia, że kabaretem zainteresował się sam Krzysztof Jasiński. Zaprosił SOMGORSÓW do Teatru STU. Tam zagraliśmy kilkanaście razy, z gościnnym udziałem Beaty Fudalej i basisty – Wiesława Murzańskiego. Seria udanych przedstawień zaowocowała programem dla TVP 2 "Kabaret SOMGORSI TV - Live". Jednak ze względów cenzuralnych, (mimo, że cenzury już nie było i podobno nie ma do dzisiaj!) telewizyjna emisja się nie odbyła. Na dodatek kabaret stracił dotychczasową siedzibę i zapał.

Artyści rozpierzchli się po różnych teatrach, okopali w garderobach i czekali na kolejną okazję do kabaretowego ataku. Sposobność pojawiła się w czerwcu 1994 roku. I tu prosimy o szczególną uwagę, albowiem zbliżamy się do odpowiedzi na pytanie kluczowe. Otóż dokładnie 1 czerwca 1994 r., kolega Polaski spotkał się przypadkiem, na terenie rozgłośni PR Kraków, z początkującym krakowskim restauratorem, niejakim Waldemarem Pelcem. Waldemar ów wyznał, że prowadzi restaurację przy ul. Św. Jana. Jesienią otwiera piwnice, w których rad by animować życie kulturalne Krakowa. I kabaret, w związku z tym, przydałby mu się bezwzględnie! Kolega Polaski, mając na względzie udany epizod sprzed trzech lat (oraz dobro własne), popędził do kolegi Rybarskiego z nowiną, że jest miejsce do stałego grania i dobre chęci ze strony Pelca Waldemara. Zachwycony perspektywą powołania do życia kolejnego kabaretu Łukaszek, z wrodzoną sobie energią natychmiast podjął wyzwanie. Działalność nowej placówki rozpoczęła się niekonwencjonalnie, bo od wymyślenia nazwy. I tu dochodzimy do jądra. Restauracja, którą reprezentował godnie Pelc Waldemar, nosiła nazwę „WYRWIGROSZ”. Taki WYDRWIGROSZ, tylko bez „d”. Ponieważ mieliśmy artystycznie zasiedlić piwnicę znajdującą się poniżej poziomu knajpy, doszliśmy do wniosku, że ku pożytkowi obydwu stron, należy nazwać przedsięwzięcie KABARET POD WYRWIGROSZEM. U góry WYRWIGROSZ, a pod spodem KABARET POD. I to jest wszystko, odnośnie historycznej prawdy o naszej nazwie, która pomimo różnych dziejowych zawirowań trwa do dzisiaj i wieczną pozostanie.

Po wynalezieniu nazwy, rozpoczęliśmy poszukiwanie partnerów. Padło na dwie nowe Panie – Aldonę Jankowską i Anetę Kosowską, na Krzysia Stawowego (drugie podejście) oraz zaciąg ze Spotkania z Balladą – Andrzeja Jurczyńskiego i Kajtka Wolniewicza. Beata Rybarska wspierała zespół duchowo i logistycznie, albowiem zajmowała się chwilowo ciążą i nie w głowie były jej sceniczne hopsasy. Przy pianinie zasiadł z wrodzonym sobie wdziękiem Paweł Bieńkowski. Program nosił tytuł „Wieczór I”. Czego tam nie było! Chyba tylko nadziei na rychłą kasę. Na tapetę wzięliśmy nowy wówczas na polskim rynku ‘Amway’, agencję towarzyską i medycynę ludową. Aktualności zawarliśmy w Polskiej Kronice Slajdowej, pioniersko stosując projekcję multimedialną. Teksty powstawały w rezultacie zespołowych przemyśleń. Poza tym, zaśpiewaliśmy kilka urokliwych piosenek. Z powodu posiadanego talentu, reżyserem został Rybarski. I tę funkcję, dzięki bogu i zdolnościom, piastuje do dzisiaj. Stroną muzyczną zajął się, tradycyjnie, Polaski. Ponieważ nic tak dobrze nie robi rozrywce jak skandal, jedną z piosenek wykonywała mała wtedy jeszcze, Ala Bachleda- Curuś. Skandal miał polegać na tym, że małoletnia panienka występuje w kabarecie granym o 22.15. Ale dziwnym trafem, jakoś nikt się nie oburzył… Cóż za tolerancyjne społeczeństwo! W dniach 8, 9, i 10 listopada 1994 r. daliśmy trzy premiery. I trzy bankiety. Gości było, co niemiara! Pobawili się, zjedli, wypili i poszli. A my zostaliśmy. Ze znakomitymi recenzjami, dobrym słowem i nadziejami na szybkie podbicie Krakowa. Graliśmy sobie co tydzień z powodzeniem ogromnym, choć bez kompletów na widowni.

W międzyczasie do zespołu dołączył młody, ale bardzo zdolny aktor - Wojtek Szawul. Początkowo dublował kolegę Stawowego, ale już od „Wieczoru II” (1996), wystarczyło miejsca dla obu panów równocześnie. Obok nich, w nowym programie udział brali założyciele – Rybarski i Polaski oraz Jankowska i powracająca po urlopie macierzyńskim Rybarska. Kabaret w swoim nowym programie postawił na parodie, które przez kolejne lata miały stać się jego wielką siłą. W nowym programie ośmieszyliśmy nowy typ Polaka – biznesmena z nieodłączną komórką, teleturnieje oraz Wojciecha Cejrowskiego. Piosenki udane. Całość zgrabna. Wychodząca z przedstawień publiczność uśmiechnięta i zadowolona. I coraz liczniejsza! O ile w tygodniu lokal świecił pustkami, o tyle w poniedziałki bar był wzięty. Dobra opinia o programie robiła swoje… Rok 1997, okazał się rokiem przełomowym. Udział w Benefisie Iwony Bielskiej (w Teatrze STU) i jego kilkukrotna emisja na antenie TVP 2 i TV Polonia sprawiły, że Kabaret pod Wyrwigroszem zaczęła rozpoznawać cała Polska. Mniej więcej wtedy też powstał legendarny już skecz, wspominany do dzisiaj przez szeroką widownię jako „ucho – UFO”, gdzie Rybarski stworzył postać sympatycznego, zagubionego Bronka spod Limanowej, a Szawul udanie sparodiował Mariusza Szczygła. Począwszy od początku 1998 roku, zaczęto zapraszać kabaret do udziału w coraz to nowych telewizyjnych programach rozrywkowych. Szczególnym zaufaniem obdarzyła „Wyrwigrosza” TVP2. Dwuczęściowy recital autorski, Benefisy w Teatrze STU, Turnieje Satyryków, Opolska Noc Kabaretowa, "Wszystko gra", PAKA, Vena’99, Mazurskie Biesiady Kabaretowe - to tylko część ówczesnego telewizyjnego dorobku kabaretu. Na estradzie – też działo się dobrze. Powstał "Wieczór III", którego premiera sprawiła, że niewielka piwnica przy ul. Św. Jana w poniedziałki zaczęła przeżywać oblężenie. Wprowadzona została telefoniczna rezerwacja biletów. Natomiast na scenie pojawił się kwintet muzyczny, odpowiedzialny za oprawę muzyczną: Jarosław Miszczyk – pianino, Krzysztof Filus – bas (obecnie lider „Kulturki”), Marek Krupa – saksofony, Ania Lenda – wiolonczela i Daniel Birczyński – perkusja. Zespół przyjął, nadaną „ad hoc” nazwę „Radosne Oszołomienie”. Przy szczelnie wypełnionej widowni, w każdy poniedziałek o 20.00, potwierdzaliśmy powszechną już opinię, że Kabaret pod Wyrwigroszem jest jednym z najlepszych w Polsce. Dowodziło tego również znakomite przyjęcie, jakim kabaret cieszył się występując gościnnie na terenie całego kraju.

W „Wieczorze III” żartowaliśmy z planowanej w Zakopanem olimpiadzie, sparodiowaliśmy kolegę Drozdę i jego program „Śmiechu warte”, był Bronek, był Ksiądz, był Pan Bajer… Wtedy też dowiedzieliśmy się o śmiertelnej chorobie Wojtka Szawula, z którą miał się zmagać przez kilka kolejnych lat. Niestety, jak się niebawem okazało - bezskutecznie.

Formuła kabaretu trwała. Był „Wieczór 3 i ½”, w którym do hitów z „Wieczoru III” dołożyliśmy świeżo napisane skecze. Na perkusji Birczyńskiego zastąpił Sławek Puka. Jednocześnie trwały twórcze poszukiwania. W związku z modą na sitcomy, z inicjatywy Rybarskiego, w 2000 roku powstał siedmioodcinkowy serial pt.: "Klinika pod Wyrwigroszem", który kilkukrotnie emitowała TVP2. Głównymi postaciami kliniki byli aktorzy kabaretu. Pojawiła się również w obsadzie cała plejada zaprzyjaźnionych gwiazd (m.in. Katarzyna Figura, Rudi Schubert, Piotr Cyrwus, Sławomir Orzechowski).

Recesja na rynku powoduje, że w 2001 roku kabaret musi rozstać się z kolegami - muzykami. W listopadzie odbyła się premiera programu "Krok w mrok, czyli Dziewice i kaptury". Spektakl z pogranicza kabaretu i teatru zebrał niezwykle pochlebne recenzje. Przeszło dwugodzinne, fabularne (!) przedstawienie zagraliśmy przy nadkompletach na widowni ponad 70 razy. Aktorom po raz towarzyszyły pierwszy półplaybacki. Niestety - tego samego roku, po długiej walce z rakiem odszedł od nas na zawsze Wojtek Szawul.

W 2003 roku zaczęły się kłopoty. Kolejne zmiany właścicieli spowodowały zamknięcie restauracji "Pod Wyrwigroszem", a co za tym idzie - zawieszenie regularnych występów kabaretu w Krakowie. Za to wyraźnie przybyło spektakli wyjazdowych. W 2004 zmienił się skład kabaretu (do innych robót odeszli Aldona i Krzyś), zmienił się jego image, zmieniła się strona internetowa i w ogóle - prawie wszystko się zmieniło! Na szczęście, o kabarecie nie zapomniała telewizja. Cykl „Śpiewanie na wezwanie”, „Sylwester w TVP2”, „Puzel TV”… W czerwcu 2005 roku dołączył do nas młody, zdolny i przystojny aktor Andrzej Kozłowski. Zaprosiliśmy także do współpracy Tomasza Olbratowskiego, satyryka i felietonistę RMF FM. Efekty są. Wzrosła ilość (i jakość) tekstów. Rok ten przyniósł nam kolejne dowody uznania, wyrażone w zaproszeniach całej Polski oraz w ilości wystąpień telewizyjnych. Oto niektóre z nich: „Benefis Przekroju”, „Benefis 997”, „Kraj się śmieje”, „Mój pierwszy raz”, „Europa da się lubić”, a przede wszystkim recital dla Kabaretowej Sceny „2”! I jeszcze dobra wiadomość dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć Kabaret pod Wyrwigroszem na żywo. Szykują się regularne występy w Krakowie! W poniedziałki (nie wszystkie), będziemy mieli zaszczyt promować nasz najnowszy program zatytułowany „Świat się zmienia”. O terminach poinformujemy na bieżąco. Zapraszamy Państwa do nas serdecznie!

December 9, 2008   No Comments

2008-11-29 (sobota) : Jesień Amen Tour 2008 / Alter Ego

Zdeterminowani promowaniem muzyki, pogonią za podróżami koleją, godzinami przed barem, a także pompowaniem własnego Ego, tworzymy i zapraszamy na trzeci z kolei JAT, czyli Jesień Amen Tour 2008.

Ten cykl imprez zahaczających o największe miasta Polski to spektrum złamanych bitów, organów rozrodczych i serc. Prezentujemy więc nie tylko taki dramenbejs jaki lubimy, w różnych jego odmianach, lecz także breakcore, jungle, jamaicacore czy dubstep.

W poprzednich edycjach odwiedziliśmy Warszawę, Rzeszów, Kraków, Wrocław, Chorzów, Łódź, Gdynię, Białystok, szczecin, Toruń, Gliwice. W tym roku zjawimy się w pięciu miastach, w których będziemy gościć w tworzącym trzon składzie:

Kwik & Auricom (ebm junglist  / metro – Białystok )

Marv MC (H:Revolta!1 / Kill y’r Idols – szczecin)

PZG aka Depizgator (Blodklaat Rave – Kraków)

W każdym z Miast jesteśmy wspierani przez Lokalnych Bohaterów, dzięki którym JAT ma rację bytu.

KWIK EKLEKTYK

Poeta, analityk, autystyk. Filozof, terapeuta, projektant. Nie czyta książek, wierzy w Jah i Radę Puchaczy. Woli smsy od rozmowy telefonicznej, ma profil na juciub. Lubi obiady w barach mlecznych, mama starsza o 25lat, babcia o 50. Tato potrafi zjeść ogórki ze śledziem. Niektórzy mówią, że jest obrażalski, a on kocha się w Czubajce. Dziś, w Białymstoku, mieście Laskowskiego, Scorupco, Zamenhoffa czy Kononowicza jest wieloletnim rezydentem jak i co-promotorem w klubie Metro, ale pamięta stare czasy jak woził się po Brixton, grał na dubowe bassline’y w kapeli reggae czy zagrał pierwszą imprezę z winyli na squacie Decentrum, jeszcze pod kryptonimem PatefonGegenBabylon. Jego sety to mieszanka stylowa krążąca wokół pobliskiej Biedronki, krytykowany za freestylową technikę a chwalony za eklektyzm grał z takimi tuzami jak Shitmat, Danny Byrd czy EastWest Rockers.

Na JAT odpowiedzialny za wszystko co najgorsze.

AURICOM

Urodzony w Białymstoku. Junglista z przypadku, który w miejsce szyszynki wstawił sobie mikser. Mówią o nim, że jest dzieckiem Kwika – FAKE! Auri jest ładniejszy, ale podobnie do domniemanego ojca z łatwością łączy w setach przeróżne style: dnb, jungle, kory, gaby, spice girls, dubstep, pieśni mongolskich transwestytów. Lubi zabrać Marva do Supraśla albo emówke na domówkę. Najmłodszy i najbardziej ogarnięty członek JAT Brygady.

MARV MC

Macbeat wspomniał, że to jedyny MC w Polsce, który śpiewa rokendrolowo do drum n bassu. Coś w tym jest, jego styl opiera się na melodyjnych i dynamicznych rymach. Zanim został emce miał zyliard zespołów w których grał alternatywę, postrock czy noise. Jadał śniadania z lusterka i butelki, był pierwszym w swoim liceum chodzącym projektorem astralnym. Ma skłonności do upadku i robienia z siebie ofiary choć tak naprawdę całkiem nieźle sobie radzi. Bezgranicznie zakochany w echach, pogłosach i wszystkim co generuje psychodeliczne załamania nerwowe. Na JAT08 zabiera ze sobą gitarę z trzema przesterami żeby pohałasować do setów Aurona.

W jatowskiej ekipie odpowiada za przemoc i znęcanie się nad Kwikiem.

Szczególnie ciekawie zapowiada się set Auricoma, który wspomagany jest
przez Marva nie tylko mikrofonem lecz również gitarą elektryczną.
Znajdzie się też coś dla fanów turntablismu - około północy Auricom
stoczy scratch battle z djem Hooragun’em. Nie usłyszycie tego nigdzie
indziej

November 29, 2008   No Comments

Piwnica Pod Baranami

Kraków, mgła, śnieg, kolędnicy, galicyjskie wino to obrazy, które zimową porą towarzyszą świątecznym koncertom Piwnicy pod Baranami. Spektakle Piwnicy od lat gromadzą tysiące widzów pragnących zatopić się w magiczny nastrój Wigilii i rodzinnego stołu.
Legendarna krakowska Piwnica pod Baranami, wystąpi dla Warszawy w specjalnym Świątecznym programie. Ponad 30-osobowa grupa wybitnych Piwnicznych artystów, podzieli się z publicznością swą sztuką - tworząc niepowtarzalną atmosferę. Przedstawią pieśni i utwory autorstwa m. in.: Jana Kantego Pawluśkiewicza, Zigniewa Preisnera, Zygmunta Koniecznego powstałe specjalnie na tę świąteczną okazję - pełną ciepła i życzeń. Zwyczaj Piwnicznego kolędowania i spotkań opłatkowych wprowadził przed laty nieodżałowany Piotr Skrzynecki. Artyści przygotowują, co roku nowe utwory, pastorałki. Z biegiem lat zebrało się tego tak wiele, że zespół Piwnicy Pod Baranami postanowił podzielić się z wierną publicznością tymi wspaniałymi utworami jak przysłowiowym opłatkiem. I ruszyli jak kolędnicy w trasę.

November 20, 2008   No Comments

Piwnica Pod Baranami

Kraków, mgła, śnieg, kolędnicy, galicyjskie wino to obrazy, które zimową porą towarzyszą świątecznym koncertom Piwnicy pod Baranami. Spektakle Piwnicy od lat gromadzą tysiące widzów pragnących zatopić się w magiczny nastrój Wigilii i rodzinnego stołu.
Legendarna krakowska Piwnica pod Baranami, wystąpi dla Warszawy w specjalnym Świątecznym programie. Ponad 30-osobowa grupa wybitnych Piwnicznych artystów, podzieli się z publicznością swą sztuką - tworząc niepowtarzalną atmosferę. Przedstawią pieśni i utwory autorstwa m. in.: Jana Kantego Pawluśkiewicza, Zigniewa Preisnera, Zygmunta Koniecznego powstałe specjalnie na tę świąteczną okazję - pełną ciepła i życzeń. Zwyczaj Piwnicznego kolędowania i spotkań opłatkowych wprowadził przed laty nieodżałowany Piotr Skrzynecki. Artyści przygotowują, co roku nowe utwory, pastorałki. Z biegiem lat zebrało się tego tak wiele, że zespół Piwnicy Pod Baranami postanowił podzielić się z wierną publicznością tymi wspaniałymi utworami jak przysłowiowym opłatkiem. I ruszyli jak kolędnicy w trasę.

November 19, 2008   No Comments